Specjalnie dla Wschodnik.pl - Andriej Miśeljuk, politolog, dyrektor Instytutu Socjalno-politycznego projektowania "Dialog".

Lutowe porozumienia normandzkiej czwórki w Mińsku dotyczące zaprowadzenia pokoju na Donbasie zostały zignorowane przez Rosję i separatystów jeszcze szybciej, niż ubiegłoroczne porozumienia z września mające na celu rozejm w strefie konfliktu.

Organizując od razu po spotkaniu z niemiecką kanclerz Angelą Merkel i francuskim prezydentem François Hollande szturm kluczowego węzła transportowego Debalcewe na Donbasie, prezydent Putin pokazał, że pokojowe dokumenty mają dla Moskwy wartość porównywalną z wartością papieru, na którym są napisane. Jak to mówił jeszcze w IX wieku, niemiecki kanclerz Otto von Bismarck.

Podobnie jak w przypadku ubiegłorocznego Mińska-1, okazało się, że ani Kijów, ani Europa nie mają alternatywnego Planu B. Który należałoby natychmiast wdrażać przez strony, jeśli Moskwa i separatyści na Donbasie zrezygnują z wykonywania mińskich porozumień z drugiego podejścia w lutym.

W tej sytuacji prezydent Ukrainy Petro Poroszenko zwrócił się do ONZ i Unii Europejskiej z prośbą o skierowanie do strefy konfliktu kontyngentu pokojowego. Jako optymalnych kandydatów nazwano misję policyjną z Unii Europejskiej.

Prezydent Polski Bronisław Komorowski poparł inicjatywę Poroszenko . Co prawda, nieco później Polski minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna powiedział: Warszawa popiera wszystko, co wiąże się z pokojową misją na Ukrainie, ale ostateczna decyzja zostanie podjęta przez Radę Bezpieczeństwa ONZ. Polska jeszcze nie zamierza wysyłać swoich żołnierzy na Ukrainę.

Decyzja o wysłaniu sił pokojowych na Ukrainę składa się z dwóch części: pierwsza - pełny rozejm na Ukrainie, druga - decyzja Rady Bezpieczeństwa ONZ o oddelegowaniu tam sił pokojowych. Chcemy, aby na Donbasie przestali ginąć ludzie i aby nastąpił realny rozejm. Gwarancją tego rozejmu jest misja pokojowa ONZ, a kto ją będzie formować - to już trzecia część. Polska nie rezygnuje z ewentualnego udziału w operacji pokojowej w Ukrainie, ale jeszcze wiele musi się wydarzyć, abyśmy mogli powiedzieć: z czego będzie się składać i kto za to zapłaci - powiedział Schetyna radiu RMF FM.

Schetyna oświadczył też, że nie widzi możliwości rozwiązania tego problemu wyłącznie na poziomie europejskim.

Realnie rzecz biorąc, inicjatywa prezydenta Poroszenko odnośnie sił pokojowych z Unii Europejskiej praktycznie nie ma szans na realizację. Ponieważ w UE wysłanie pokojowego kontyngentu w strefę gorącego konfliktu z udziałem rosyjskiej armii nie będą rozstrzygane a priori nawet w praktycznym zakresie. O czym taktownie dał do zrozumienia nie tylko Schetyna, ale i inni oficjele z UE.

Maksimum, na co gotowa jest pójść Unia Europejska i na co już poszła - to częściowe sankcje gospodarcze przeciwko Federacji Rosyjskiej. Ryzykować życia swoich wojskowych w strefie zaciekłych walk europejczycy faktycznie nie zamierzają.

Dlatego też, nie należy obiektywnie napominać o możliwości przyjazdu w niedalekiej perspektywie błękitnych hełmów ONZ na Donbas. Z powodu długiego czasu trwania procedury podejmowania decyzji (co najmniej pół roku od momentu oficjalnej prośby). Także z powodu tejże propozycji gorącej fazy zbrojnego konfliktu w regionie. I wreszcie, jeszcze i dlatego, że decyzję o wysłaniu misji pokojowej na Donbas będzie podejmować Rada Bezpieczeństwa ONZ. A Rosja, która przecież jest jej stałym członkiem - jak to już niejednokrotnie pokazała podczas trwania ukraińskiego konfliktu - z pewnością skorzysta ze swojego prawa weta, by zablokować niezadowalającą jej decyzję.

Jak powiedział minister spraw zagranicznych Niemiec Frank-Walter Steinmeier w wywiadzie dla Bild, w Ukrainie teoretycznie jest możliwa misja pokojowa ONZ, ale jej praktyczna organizacja zajmie bardzo dużo czasu. Misja ONZ może napotkać na poważne przeszkody: przygotowanie pokojowych wojsk do wdrażania zwykle trwa parę miesięcy. Do tego należy otrzymać mandat ONZ. O ile jest to możliwe przy poparciu Rosji i Chin - powiedział Steinmeier.

Jest tylko jedna strona, która jest gotowa nawet jutro wprowadzić swoje siły pokojowe na Donbas. To Moskwa, która od pierwszych dni konfliktu głośno podkreśla swoje zdolności i sposobności do osiągnięcia pokoju w regionie. W ten sposób państwo-agresor po raz kolejny gotowe jest do sformalizowania aneksji kolejnych terenów w postradzieckiej przestrzeni. Jak było to już w Naddniestrzu, Abchazji, Osetii Południowej i na Krymie.

Właśnie dlatego przeciwko moskiewskim siłom pokojowym kategorycznie sprzeciwia się Kijów. Zachód na tym etapie tę pozycję podtrzymuje.

W rezultacie można przewidywać, że rozmowy o wysłaniu sił pokojowych na Donbas w niedalekiej przyszłości zostaną wstrzymane. Przede wszystkim z powodu braku obiektywnych mechanizmów dla ich realizacji w istniejących warunkach. A także ze względu na fakt, że tak dla Ukrainy jak i jej zachodnich sojuszników pojawił się nowy, poważny i bardzo obszerny front pracy w kierunku deeskalacji sytuacji na Donbasie - realizacja nowych mińskich porozumień.

A w strefie konfliktu od dawna działają międzynarodowi pośrednicy, którzy starają się na miejscu kontrolować realizację działań dla deeskalacji - to misja OBWE. Nie możemy tracić czasu i musimy kontrolować przestrzeganie porozumienia o zawieszeniu broni. Dlatego wiążemy nadzieje z tym, co już mamy, a mianowicie - na misję obserwatorów OBWE, którą należy poszerzyć i uczynić bardziej skuteczną, oświadczył ten sam Steinmeier.

Specjalnie dla Wschodnik.pl - Andriej Miśeljuk, politolog, dyrektor Instytutu Socjalno-politycznego projektowania Dialog http://i-dialog.com.ua/

Опубликовано: интернет-газета Wschodnik.pl(Польша) http://wschodnik.pl/polityka/item/157-blekitne-helmy-na-donbas-nie-pojada.html